Letras
[ ZWROTKA ]
Pytasz co mam w rękach? Ich wzrok na dłoniach
W oczach złe duchy, to już nie oczy chłopca
To wojna, w sercu demolka a my zbłąkani wśród was bez wiary i obaw
To nie świat rycerzy i smoka, ale pluje ogniem który wypala mnie od środka
Noc zapada, ja za nią spadam w otchłań i nie było dla nas jutra w bagażniku martwe wczoraj
wtopiony jakby na lata w eter mówili, że mnie wziął wiatr
A ja zbieram każdy ochłap Czarny tytoń, wiarusy, nowa strona
a każda z nich miała być ostatnią jak tamta i ona
Chciała mnie poznać - przestała od wczoraj
I może tylko dziś i kawałek jutra to wszystko co mam
Uśmiechając się do zdjęć uciekamy od ran
Jak nie było hajsu były fanty, torba, obok lombard
Ale przed wami nie krok a zawsze o dwa
Spłacę każdy dług, wszystko co mam
Kurwa, każdy piątak, każde gówno, każdy drobiazg
Żadna klatka nie zamknie, żadna broń zabić nie zdoła.
Każdy koniec świata to rekontra
Nowa szansa żeby stąd wiać i biorę ten szlak pod obcas,
Spacer po śmierć trzeba to przejść, a nie z boku odstać
Taka prawda, nie slogan
podniosły wersy na duchu? dla mnie największa nagroda
[ bridge ]
długi, awantury, grudy i samary
panny jak sny, szybkie tany, złoty kajdan win
[ zwrotka ]
Ciągle pieprzą coś o nas, ze już dla nas to czas
Nie wiem który to raz w ciągu roku idę pod piach
Gdy przyjdzie na to czas nie będzie nas i nic po nas
Kij do szprychy, koło mego losu, taki potańc
Tysiąc nocy sto gram doznań, kilka minut na milion spraw
Siedem lat podła dola, kurwa fart i miłość jak ospa
Dziś wiem kto życzył sto lat, co rok te same sto kłamstw
Nie było rozmów, a od reszty gorsze były tylko już ich słowa
Nie wrócę na twój płacz, jestem poza na wojnę nie ma rady, to od serca rozkaz
nie rozgrzeszyła wódka, na dłoniach oszusta reszka
Stoję przygarbiony nędzą, liczę choćby na cień orła
wszystko jedno co powiedzą to fuck these dirty buns
fly to the seven heaven, to the fucking stars
[zwrotka]
Zaczynaliśmy z niczym,
nie było ojca, bieda w domu, w szkole obciach
Teraz mamy tylko blizny, zbyt wiele i za mało by się poddać
Niosłem serce złote w brudnych dłoniach
Gdy szedłem w deszczu od niej tytoń, żółć i alko w słowach
Byłem śmieć, nie heros
Choć na niebie ogień deszczem dla niej mogłem namalować
Biorę dolkę jaką jest i gramy w kości z losem
A bajtle strzelają zapalniczką, grają w dwa ognie
Jest druga zero osiem, ja zostawiony sam sobie,
To nie dziw się, że się bronię i walę mocniej,
I przychodzę z prawdą, a ty zrobisz z nią, co chcesz
Ona wyszła w pośpiechu, zostawiając serce na oścież
Ja może tylko dojrzę dno, może
Albo dojdę tam gdzie dojrze sens
Albo dorwie mnie zły omen albo nie
Niosłem problem, mama z mopsu puszki konserw,
W Żabce brałem wóde, pod blokiem topiłem szkodę,
Owinął mnie czas — nie w zegarki, tylko w ośkę
Tu gdzie dealer był bliżej mnie niż ojciec
I marzyłem o hajsie jak milioner,
Nie mam forsy, mam wersy i tym się kurwa obronię
To krew na kartce, nie toner
Nie zwodzę słowem, jak tracić życie w tym akurat nie zawodzę
Choćby w kałuży niebo pęknięte ale moje
Wierny ranom, i wierny temu, co niewygodne
I chcę pamiętać każdą z blizn, nie zapomnieć
Bo wtedy wiem że mam cokolwiek i że to moje
Świat był za głośny trochę zawsze
Chciałbym choć raz przespać noc bez wojny w głowie
I tu se dopisz resztę jeśli ja nie zdążę
[refren]
styczeń jest, a ja stygnę gdzieś ona złapała mnie
na śliczne oczka słodka buzia do gry złej
choć kusi mnie i kruszy idę w to choć wiem że blef
trzy sześć jeszcze słychać w sercu ale mniej
znika wszystko zanim jest i to wszystko too late
niby inny świat inne wczoraj i dziś, martwy świat
W górę szkło za martwy świat,
za każdą zmarnowanych szans,
Nasz mały brudny raj za niewypowiedziany żal
Za tych, którzy są i za tych, których zabrał czas
Brudny raj, brudny raj za jeszcze hajs, jeszcze dzisiaj, za lepszy czas, jeszcze jedna noc
aż nagle moment, nagle parę lat wypada z nas
(zwrotka)
nowy styczeń, myślę sobie może teraz będzie prościej
nikt nie wierzył we mnie więc wierzyłem za nich proste
za pan brat z demonem i pierdolę świat z przekąsem
a szkło o blat, na blat proch, kreski stąd aż po Kapadocję
Myślę sobie świetnie miejsce, kurwa świetnie że mogę odejść
Jak zapalniczka w rękach dziecka wiesz, że to źle
ale patrzysz, bo też lubisz ogień
Nie gadam z Bogiem, chciałbym porozmawiać z ojcem
bo rzucił mnie i siostrę o bruk miałem osiem może mniej
pod niebem z brudnych serc, sztuka to do trzec
serce już w łonie biło samo sobie, a wciąż bije za ciosem
Trzy korytarze, kilka powiązań zero połączeń
A mógłbyś mieć wszystko to, ale z proszkiem wszystko było w nosie
Nie wrócą już obdarte lata ale w końcu wyjdą bokiem
Uczyniłem wiele złego ale zrobilem to dobrze
Miałem tylko kamienie teraz mam ogień kurwa
mówiliśmy jeszcze tydzień, za dwa ogień
wszystko ruszy z miejsca będzie luz mówisz sobie
i tak życie leciało bokiem, bokiem, bokiem
Estilo de Música
boom bap rap × newschool hip hop rap, 90 BPM, hard dark street production with oldschool swing, cold inspiring atmosphere, uplifting pressure, positive chill without drama or melancholy, hard-earned confidence, authentic underground character, dusty vinyl hip hop mix, punchy MPC-style drums fused with low end, hard kick, dry snare, hats, deep bass, dark Rhodes, sparse piano, subtle atmospheric pads, ascending melodic motif, tense verses with an empowering lift, rugged texture,cold forward push, crisp transients, head-nod pocket, modern weight without trap gloss, spacious arrangement, rhythmic identity, no clutter, cinematic edge without sadness, large space vocal, vocals embedded in the mix, vocal glued to the beat, husky male rap vocal, confident delivery, punchy measured cadence, hard earned confidence, no vocal acceleration, no rushed syllables, no fast flow, no pop, no melodrama, no EDM, no sweetness, no sadness, dusty vinyl hip hop mix, clear vocal pocket